narcissa blog

Twój nowy blog

treść

Czasami jeszcze tu zaglądam; rozejrzę się, wymiotę pajęczynę z kąta i cichutko odwrócę się na pięcie, wracając do monotonii codzienności.
Ale dzisiaj – nie.
Może pod wpływem czytanego właśnie „Dziennika 1954″ Tyrmanda, a może po prostu dlatego, że już bardzo dawno nigdzie nic nie pisałam – nagle opanowała mnie przemożna chęć zapisania czegoś, tu i teraz wlaśnie.
A chociażby o tym, że przypadkowe miejsca i skojarzenia coraz częściej wywołują na mej twarzy nieokreślony grymas – niby to uśmiech, ale ironiczny, trochę smutny. Swoją drogą, ta cała ironia – to niebezpieczna rzecz, naprawdę. Czy gdybym nie dostrzegała ironii tam, gdzie jej nie ma, lub przeciwnie – widziała ją tam, gdzie jest i nigdzie indziej, a sama używałabym jej świadomie i bez przesady, to czy moje relacje z innymi układałyby się inaczej? Pytanie bez odpowiedzi.
Nagle wszystkie kłębiące się we mnie uczucia i myśli wydają się zbyt banalne i niewarte utrwalenia gdziekolwiek. Ostatecznie, są one tylko jednymi z wielu, trwają chwilę. I nie czyni ich wyjątkowymi ani to, że są MOJE, ani to, że SĄ – tu i teraz. To chyba smutne, mieć tak małe poważanie dla własnych odczuć. Ale ja potrafię powoli pokiwać głową z tym dziwnym smutno-ironicznym nibyuśmiechem na ustach, odwrócić się i pójść dalej, nie wiedząc dokąd i po co.

W każdym razie, moje życie…
Jak to możliwe, że pewne wydarzenia powtarzają się z tak niesamowitą regularnością i są w dalszym ciągu tak samo zaskakujące jak za pierwszym razem? (nie, nie chodzi o zmiany pór roku, choć niewykluczone, że to ma jakiś związek).
Za dwa miesiące matura. Za równe dwa miesiące od jutra będę miała za sobą już wszystkie egzaminy pisemne.
I może to nareszcie pozwoli mi się wyrwać z tego zaklętego (przeklętego?) kręgu. Zerwać z tym, co było. Nie całkiem może. Ale w dużym stopniu. I tak jestem na tyle zmanipulowana i zdeptana, że to mi może tylko pomóc. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

phiiii

2 komentarzy

ot, oficjalnie zawieszam swoją działalność pseudoliteracką. i tak bez sensu jest pisać cokolwiek tutaj.

i właściwie na razie więcej nie da się powiedzieć.
mam trochę obaw dotyczących tego roku, ale dam sobie radę – no nie? w końcu do tej pory wszystko było dobrze.
phi, co chwilę zaczynam wisywać nowe zdanie w to okienko, a zanim je skończę, wydaje mi się być bez sensu. pisanie tego też właściwie nie ma najmniejszego celu, a zdaje się, że powinno. teraz też mam ochotę to wszystko wykasować, ale w sumie dlaczego by tego nie zostawić, jak jest. jakkolwiek głupio to będzie wyglądać, klikam „dodaj”. dobranoc.

W soboté wracam do Polski.
Bardzo szybko zlecialy te trzy tygodnie.
Lekcje nie byly rewelacyjne, no trudno. Pogoda, no coz, angielska. Ale nie zaluje, ze przyjechalam. Akcent mam nadzieje chociaz troche mi sie poprawil.
Wszedzie tu pelno Polakow – nie tylko na kursie, ale tez w budkach z jedzeniem, sklepach – w charakterze sprzedawcow.
A, dosyc na razie. Moze cos wiecej po powrocie, moze nie.

Teraz w domu na parę dni, ale w sobotę wyruszam do Anglii. Na trzy tygodnie.

Człowiekowi od razu lżej się robi, kiedy nareszcie wykrystalizuje mu się jakiś, chociaż mało konkretny, plan na przyszłość – zaniepokojona zbliżającym się wrześniem i terminem wyboru przedmiotów maturalnych wymyśliłam sobie studia: politologia. I już podręcznik do WOSu zakupiłam i zagłębiam się w jego lekturę. Powoli, bo powoli – plan był ambitniejszy, przeczytać całość, ale nie wzięłam pod uwagę czynnika, powiedzmy, psychologicznego: niezbyt mi się chce cokolwiek robić…

czyli zapiski z lekką nutką metaforyki meteorologicznej.

Klimat umiarkowany ciepły przejściowy charakteryzuje się dużą zmiennością pogody w cyklu rocznym, ale i wieloletnim. Co prawda nie jest ani sceptyczny, ani ironiczny, i nie uśmiecha się bez powodu, a nawet może nie uśmiecha się wcale, ale poza tym chyba się zgadza.

Pogoda na jutro: słonecznie, możliwe przelotne opady i spadek ciśnienia.
Optymistycznie nastrajają zbliżające się wakacje, które już czuć w powietrzu. I w szkole już spokój od wczoraj. Nareszcie czas, żeby poczytać nie przejmując się niczym innym. Motyw przewodni na najbliższy okres: literatura rosyjska XIX wieku.

Cisną się na usta (a może lepiej brzmiałoby tu: pod palce?) różne banały.
Zgadza się, znów długo nie pisałam. Systematyczności brak absolutnie. Typowe dla mnie i mojego sposobu bycia. Ale ja nie o tym.
Lepper i Giertych w rządzie, w koalicji z PiSem. Śmiać się, czy płakać?
Tak więc mamy od wczoraj nowego ministra edukacji (oklaski), ekspert jakich mało. Mam nadzieję, że żadne reformy wyżej wymienionego już mnie nie dotkną do czasu (oby szczęśliwie zdanej) matury. No i później też. W sumie. O, będzie się działo…
Czuję się bezustannie zdezorientowana. Mam już dosyć tego stanu. Męczę się, nie wiedząc, czego tak naprawdę chcę, zadając sobie to pytanie bez przerwy i przy byle okazji. Bo to jest problem, że mi się dużo rzeczy wydaje, ale nie jest powiedziane, że tak faktycznie jest. A więc dla bezpieczeństwa pozostaję właściwie bierna. Ale czy to jest dobra metoda na życie? Nie, ona jest zła. Jednak boję się popełniać błędy. I strasznie mnie to przytłacza. Może zamiast racjonalnego podejścia przydałoby się zdać się po prostu na serce? intuicję? jak zwał, tak zwał, ale rozmyślanie w nieskończoność jest tu zupełnie niekonstruktywne.
Idę przed siebie w zbyt ciasnych butach i wzrokiem wbitym w ziemię. Chciałabym coś zmienić, ale nie potrafię…

W piątek rano pożegnaliśmy Duńczyków, którzy gościli u nas w ramach wymiany de facto przez 3 dni. Bardzo wyczerpujące trzy dni, które przyczyniły się do tego, że w tej chwili muszę męczyć się z przeziębieniem. To taki paradoks, bo wolę to, niż nosić czapkę, co prawdopodobnie mogłoby uchronić mnie chociaż w pewnym stopniu od tego typu problemów zdrowotnych.
Ale wracając do sedna sprawy. Wymiana przede wszystkim uwidoczniła różnice pomiędzy nami a młodzieżą zachodnioeuropejską. Co prawda też mamy tendencje do dążenia do takiego modelu. Inna sprawa, czy to dobrze. Bo niedobrze.
Dla mnie wymiana powinna być okazją do poznania innego kraju. To z kolei wiąże się ze zwiedzaniem, prawda? I tu właśnie powstaje problem. Mianowicie czy celem takiego wyjazdu jest szeroko pojęta rozrywka i zakupy, czy też jest nim otwarcie się na inną kulturę? Rozmowa? – i to w uniwersalnym języku, tu: angielskim, a nie po między sobą po polsku czy duńsku.
Wyglądało to niestety na tę pierwszą opcję. W tym miejscu dodam jeszcze, że przeważającą część grupy stanowiły dziewczęta, w większości z niespożytymi siłami na chodzenie po sklepach. Praktycznie zerowe zainteresowanie wzbudził program obowiązkowy, natomiast wzbudziły je stosunkowo niskie ceny niektórych produktów, w tym papierosów między innymi.
Rozczarowują wyniki ankiety, którą wypełniali pod koniec pobytu, z której wynikało że, co tu dużo mówić, nudzili się, a najbardziej podobały się centra handlowe, co tylko potwierdza poprzednie tezy.
Od siebie dodam, że było trochę za mało czasu na sen. Do tej pory nie udało mi się tego nadgonić i już po 22 padam z nóg. W związku z tym wskakuję pod kołderkę, żeby jeszcze poczytać, ale z miernymi efektami, bo po kilku stronach zaczynam zasypiać.
Jednak jeśli spojrzeć na tą wymianę jak na szansę integracji dla naszej klasy, to wypada ona dobrze. Wydaje mi się, że byliśmy bardziej entuzjastycznie do całości nastawieni.
A wiosny na dworze jak nie było, tak nie ma, chociaż w kalendarzu – a i owszem.
Swoją drogą, człowiekowi chce się rzucić klawiaturą, kiedy pod koniec pisania nagle wszystko znika bez winy autora, jedynie po naciśnięciu backspace’a. Ładnie uporządkowane myśli rozpływają się i trzeba wszystko formułować od nowa, a nie udaje się to tak, jak powinno. W takiej sytuacji rozdrażnienie jest niewątpliwie uzasadnione. I żeby to się stało raz, ale dwa?! Niby człowiek uczy się na błędach, więc ostateczna wersja, którą nie jestem usatysfakcjonowana do końca, bo poprzednia była pełniejsza i bardziej spójna, powstała w Notatniku i z westchnieniem ulgi wklejona została do edytora.
Ciekawa jestem swoją drogą, czy ktoś przeczytał te cokolwiek mętne refleksje w całości. Jak tak na to patrzę, to tak trochę jakby literacko wyszło.
POzdrawiam.


  • RSS